A na chrzcinach malutkiego Wojtusia było niezwykle wesoło i jak zawsze mnóstwo emocji!

Zaczęło się już w domu, gdzie i Wojtuś, i jego starszy brat, dokazywali, harcowali i prezentowali swoje umiejętności podczas gdy dorośli zbierali się do wyjścia, próbując zawiązać krawaty, wpiąć kolczyki czy dokonać ostatnich poprawek garderoby. A z nieba lał się żar, co dodatkowo podgrzewało, gorącą od emocji, atmosferę.

Uroczystość została zaplanowana w przepięknym maleńkim kościółku Św. Wojciecha na krakowskim rynku. Nasz bohater spisał się dzielnie rozdając dookoła uśmiechy i obserwując z zainteresowaniem co się działo. Może samo polewanie główki nie wzbudziło wielkiego entuzjazm, ale w sumie kto lubi mieć polewaną głowę z zaskoczenia.

Po mszy wszyscy udali się na wspaniały obiad do pobliskiej restauracji, a najmłodsi zdążyli zarówno podziwiać dorożki jeżdżące po rynku, wypróbować nowych prezentów, postukać w kieliszki, poprzytulać się do dziadków, by wreszcie zapaść w nieuniknioną drzemkę na miękkich poduszkach, które właściciel restauracji z pewnością położył tam celowo ;)

Moi drodzy, zapraszam Was do oglądania relacji z tego wielkiego dnia małego człowieka!