Trzy siostry, każda inna a jakże podobne. Każda mieszka w innym mieście, ale po drodze im do siebie. Pomysłem na sesje były urodziny jednej z nich. Okrągłe… 40-te… wiem, o  żadnej tego nie powiecie, a może powiecie własnie, bo przecież życie zaczyna się po 40-tce. Jak na nie patrzę to nie mam wątpliwości. Solenizantka dotarła do mnie aż z innego kontynentu. Udało się. Masa śmiechu, radości, ale przede wszystkim wspólny czas, dużo miłości, wzajemnego wzdychania nad sobą i motywowania.

To wspaniałe wspomnienie, dla mnie.. mam nadzieję, że dla nich również. Wysłałam po sesji trzy piękne pudełka pełne fotografii, które z pewnością będą ozdobą ich domów…. Jedno zdaje się nadal jeszcze przemierza ocean…. Jak ważne jednak by w życiu pamiętać o takich pamiątkach, nie tylko dla siebie, dla naszych dzieci, wnuków…. może jezcze w ich domach będą wisiały te portrety i może ktoś wspomni, że wykonano je dawno, dawno temu w małym miasteczku w Polsce :) kto to wie….

Tymczasem cieszę się, że mogłam je poznać. Zapraszam Was do potrójnej…. w zasadzie poczwórnej, bo towarzyszyła nam też mała Hania, sesji kobiecej.