Marzenę poleciła mi przyjaciółka, bo jej przyjaciółka była u Marzeny i polecała… wiecie jak to jest? 

Zaczęłam słuchać jej podcastów, live’ów i czytać jej wypowiedzi…. tak, to było do mnie. O emocjach, o relacjach, o poczuciu własnej wartości, o docenianiu siebie i innych. 

W Marzenie urzekła mnie jej energia, bezpośredniość i, czasem wręcz, bezpardonowość. Lubię nazywać rzeczy po imieniu, prawda daje szansę na zmianę i pozwala się z nią zmierzyć. 

I tak to się zaczęło…. słuchanie, pisanie, podpatrywanie. 

Aż wreszcie sama Marzena napisała do mnie, że potrzebuje nieco odświeżyć wizerunek i tak to się stało.

Chciałam pokazać ją jako osobę pełną energii, żywiołową. Jak mówi, to emocje z niej kipią, gestykuluje, śmieje się… a czasem wytyka palcami… ;) i ma rację!

Dlatego miała przyjść koniecznie z czerwonymi paznokciami i piękną czerwienią na ustach, bo usta to jej narzędzie pracy! Ona gada i gada i tym gadaniem zmienia. 

To osoba, której się zwierzasz, pozwalasz dotknąć własnych lęków i wstydu…. ona nie może stać za szklaną szybą, doskonała i niedosięgła. Musi być prawdziwa, z krwi i kości, autentyczna, przeżywająca. 

Taka jest Marzena. 

Myślę, że cel osiągnęłyśmy. 

Zapraszam na jej stronę i zachęcam do współpracy, bo potrafi poukładać w głowie i życzliwością kopnąć do działania. Mnie kopnęła. I pomogła. Dziękuję.