Dlaczego nie wychodzi, nie udaje się? 

Już samo określenie “udaje się” zakłada pewną bierność. Chcesz, żeby coś się samo zrobiło i tu mamy problem, bo samo nie dzieje się nic. Potrzebna jest Twoja wola i Twoje działanie.

Od słuchania osób mówiących o rozwoju, nie rozwiniesz się. Będziesz brzmieć bardzo mądrze przed koleżankami, ale trzeba to wdrożyć i działać z tym. To wymaga podjęcia decyzji oraz konsekwencji w jej realizacji. Niedziałanie to też decyzja i uświadom to sobie. Decyzja, że pozostanę tu, gdzie jestem, a to oznacza cofanie się, bo świat idzie do przodu.  Zatem jeśli taką decyzję podejmujesz, to weź na klatę konsekwencje z nią związane. Czujesz to? Po prostu bądźmy dorośli i bierzmy odpowiedzialność za własne wybory. Tyle.

Pierwsza przeszkoda: JA i moja głowa

Przekonania i  niewspierające przekonania. Każdy z nas je ma. Ja też i też cały czas nad nimi musze pracować. Bliska mi osoba określiła, że jest to takie obieranie cebuli, dokopywanie się do tego, co we mnie siedzi. Nie unikniesz tego. Możesz jednak sobie uświadomić wiele rzeczy i podjąć decyzję, czy coś z tym robisz, czy nie i żyjesz dalej jak żyjesz. To jest OK, jeśli to Ci pasuje. 

Pozytywną stroną całej tej sprawy z przekonaniami, jest świadomość, że jeśli mogłam włożyć sobie do głowy te złe i one mną kierują, to znaczy, że można sobie w pewien sposób programować myślenie, zgodzisz się? Skoro można zrobić to in minus, to logiczne jest, że powinno się dać także in plus.

Proste jak budowa cepa. Żadna w tym magia czy pseudocoaching. Chodzi o znajomość siebie i świadomość tego, co mną kieruje i dlaczego działam według pewnych schematów. Jednym słowem obserwacja własnej osoby i wyłapywanie niezdrowych zachować.

Głowa i nastawienie

Naturalna konsekwencja to moje nastawienie do tego, co robię. Jeśli mam niewspierające przekonania, to trudno być nastawionym pozytywnie.

Sama odpowiedz sobie zatem na pytanie, czy możliwe jest żeby coś Ci się udało, jeśli z góry podchodzisz do tego z nastawieniem, że nie wyjdzie?

Tak uczciwie. Cokolwiek? 

Jak zatem oczekujesz  że uda Ci się zrobić coś, odnieść sukces, jeśli z góry zakładasz, że nie. To jest skazane na porażkę. Jeśli coś się uda to będzie dziełem przypadku bardziej. Zgodzisz się?

Skoro tak, to daj sobie spokój. Mówię to zupełnie serio i z pełną odpowiedzialnością. Albo się za coś bierzesz, wierzysz w to, myślisz, analizujesz i działasz z głową, albo nie rób tego. Po prostu. Jest to zwykła strata czasu i Twojej energii. Lepiej poleżeć i poczytać, albo obejrzeć film. To tylko źródło niepotrzebnej frustracji.

Jestem ogromną zwolenniczką uczciwości, w tym tej wobec siebie przede wszystkim. Robię coś, bo w to wierzę, albo uczciwie staję przed lustrem i sobie mówię, że i tak mi się nie uda, więc bez sensu tracić czas. To jest jak kubeł zimnej wody. Przestajesz się oszukiwać i zdajesz sobie sprawę, że konsekwencje dotyczą nie tylko działania, ale niedziałania również. Jasno i prosto w twarz sobie mówisz, że to nie będzie zrobione. Wtedy człowiek czasem puka się w głowę i dociera do niego, że albo zacznie pracować ze sobą, albo czas przestać się oszukiwać. Tak jak wspomniałam wyżej, samo z siebie raczej się nie wydarzy. 

Pytanie, które sobie zadajesz nie powinno brzmieć wyłącznie “Co się stanie jak to zrobię?” ale raczej “Co się stanie jeśli tego nie zrobię?” Boli? I dobrze. To dobrze czyści głowę i motywuje. 

 

Brak znajomości siebie swojego celu poczucia misji i sensu

To bardzo ważna sprawa, bo znowu….. Jak możesz dojść do czegoś, jak nie wiesz do czego i po co?

To jak pociąg, który jedzie z Krakowa, ale nie wie czy do Warszawy czy do Gdańska? No wiadomo przecież, że nie dojedzie. 

I jednocześnie, choć to tak oczywiste, tak często bywa totalnie olane!!!! Szok!  W zasadzie jak rozmawiam z ludźmi, to bardzo niewiele z nich tak naprawdę w ogóle wyznacza sobie jakieś cele, albo myśli o czymkolwiek, gdzie chcieliby się znaleźć. Totalny paradoks. Działanie z dnia na dzień, bez ścieżki którą chcemy podążać. Przecież to nie ma szans na powodzenie, prawda?

Nie znając również swojej misji, w ogóle nie mamy motywacji ani poczucia sensu, po co mam cokolwiek robić. Jadę na autopilocie na przetrwanie, z dnia na dzień, potem gadam, że jestem “tak zalatana”, że nie mam czasu pomyśleć. Serio?

I naprawdę dziwisz się, że donikąd nie dochodzisz? Ale gdzie masz dojść i po co?

Rozumiesz już?

Potrzebujesz się zatrzymać i pomyśleć, i żadna bieżączka i bolączka nie powinny być od tego ważniejsze. Nie na tym etapie! Nie kiedy zaczynasz i chcesz  coś “rozkręcić “. Ja pierniczę. 

To jest wyłącznie strata czasu i znowu, gotowy przepis na frustrację, niezadowolenie, poczucie, że wszystkim idzie, tylko nie mi. 

Kurczę, ale co ma iść? Jak sama tego nie wiem?

Znajdź ten czas, mówię Ci. Niech on będzie priorytetem. Sam fakt, że twierdzisz, że go wciąż nie masz, może świadczyć, że gdzieś w środku znowu dokonuje się auto sabotaż podlewany obficie jakimś wdrukowanym przekonaniem.

Zanim za cokolwiek się weźmiesz, musisz wiedzieć dokąd i w jaki sposób chcesz dojść. Bez tego nie ruszysz. Kręcisz się w kółko. Ustal cel, pomyśl nad strategią. To trudne, wiem, bo wymaga przestrzeni w głowie, a o tą przestrzeń tak trudno nam często zawalczyć.

 

Błędy strategiczne

 

Brak określonego klienta

Nie mów mi, że nie wiesz, kto jest Twoim klientem. To w ogóle nie powinno paść. Nie mów mi, że Twoim klientem są kobiety w średnim wieku…. Naprawdę. To znaczy, że w ogóle nie wiesz jak powinna wyglądać Twoja oferta, jak powinnaś się komunikować, jakich kanałów docierania używać.

Czyli nie dajesz sobie szansy na powodzenie swoich działań. Jak masz trafić do Kaśki, jeśli mówisz do Krzyśka, o oferta może by jeszcze pasowała, ale Zbyszkowi. 

Dobrze postawiony dom posiada przede wszystkim solidne fundamenty. Ich nie widać, ale to na nich spoczywa cały ciężar i bez nich, nawet najpiękniejsza architektura, nie wytrzyma pierwszej lepszej burzy.

Każdy biznes jest klientocentryczny i punktem wyjścia do działania powinno być badanie rynku. Tak samo jest z marką osobistą. Ktoś w końcu ma być jej odbiorcą !

Bez klienta nie ma biznesu. Bez klienta masz hobby. Robisz sobie coś fajnego, cieszy Cię to, ale nie ma osób chętnych, aby Ci za to zapłacić.

Dopiero kiedy znajdzie się ktoś, kto zapłaci Ci za Twoje działania, możesz mówić, że masz biznes. Masz coś, co oferujesz ludziom i oni są gotowi wydać na to swoje pieniądze.

Jeśli chcesz zatem dojść do tego poziomu, to musisz JAKOŚ się skomunikować z tym swoim potencjalnym klientem, nie sądzisz?

Nie da się być pastą Colgate uniwersalną i dobrą dla wszystkich. 

Musisz naprawdę wiedzieć z kim masz wchodzić w relację, czego ten człowiek od Ciebie potrzebuje i w jaki sposób możesz mu pomóc. Musisz wiedzieć, gdzie tą osobę spotkać, jak się z nią porozumieć, aby zostać zauważonym i zrozumianym.

Zatem bez znajomości klienta ani rusz. To tak jakbyś chciał się z kimś zakumplować mając totalnie w nosie tą drugą stronę, stając przed własnym domem, mówiąc tylko o sobie i uważając, że wszyscy teraz powinni Cię prosić byś został ich przyjacielem.

No proszę Cię……  spójrz na to z tej perspektywy, jeśli faktycznie chcesz i planujesz ruszyć  z miejsca.

Badanie rynku pomoże Ci określić potrzeby i problemy Twojego klienta, dowiedzieć się gdzie go szukać i jakim językiem do niego mówić. Biznesu nie zaczyna się od “wydaje mi się”. Jeśli chcesz odnieść sukces i mieć skuteczność, musisz wiedzieć, nie wierzyć, że wiesz. To zasadnicza różnica!

Brak strategii

Czyli działanie na zasadzie robię wszystko i nic, tak jak mi akurat wpadnie do głowy. Łatanie dziur i załatwianie tak zwanej bieżączki, o której wspomniałam wyżej pisząc o celu.

Oczywiście strategia i plan działania wypływa z celów. Wtedy można też w ogóle mówić o jakiejkolwiek konsekwencji. 

To znowu jak z tym pociągiem, który nie wie dokąd jedzie. Strategia ma wyznaczyć trasę i nawet jeśli wiesz dokąd chcesz dojechać, to zakładam, że najkrótszą lub najszybszą trasą. Raczej nie chodzi o to, żeby z Krakowa do Warszawy jechać przez Balaton…. 

Dlatego jeśli nie masz strategii, to nawet jak masz cel, błądzisz. Popełniasz więcej błędów, droga się wydłuża. Pytanie czy starczy Ci życia i sił, żeby w ten sposób docierać do celu?

To niezwykle ważny punkt i bardzo trudno o powodzenie w jakiejkolwiek sprawie, jeśli nie wiemy jak chcemy do danego miejsca dojść. 

Jak już sobie wyznaczysz cel, to zatrzymaj się. Pomyśl jeszcze o trasie, włącz swoje mapy i sprawdź, którędy będzie najlepiej dla Ciebie.

Co znaczy najlepiej? To wiesz tylko Ty. Może priorytetem jest czas, może efektywność, może piękne widoki po drodze, może dodatkowe kwestie, które chcesz uwzględnić. To Ty, nikt inny, wyznacza drogę, która ma Tobie dać radość i poczucie spełnienia. 

 

Nie lubię marketingu!

Przyznaję, że to chyba mój ulubiony punkt, bo często budzi najwięcej emocji. Brak marketingu, czyli myślenie na zasadzie: jestem dobra, to mnie znajdą. Albo jeszcze lepiej: siedź w kącie, a jak jesteś tego wart, to przyjdą Ci, co mają przyjść…. 

Mam nadzieję, że w to nie wierzysz?

Nie mam się czym chwalić, bo też mi się nie chciało przez jakiś czas, ale po przerobieniu powyższych frustracji dotarło do mnie, że naprawdę nic się nie dzieje bez działania. 

Jeszcze mylisz czasem lajki od klientów. Zastanów się w jaki sposób możesz zdobyć sympatię i zaufanie swoich klientów. 

Pamiętaj, że muszą przejść całą ścieżkę do poznania Cię do gotowości do zakupu, co jest efektem zaufania i sympatii. 

Wierzę w marketing zaufania czyli budowanie relacji. Opiera się na uczciwości, transparentności i autentyczności. Należy wykonać trzy podstawowe kroki:

  • Odkryć potrzeby
  • Stworzyć dopasowany komunikat
  • Współpracować

Warto. A inna sprawa, że nic nie będzie działo się samo. Jeśli chcesz docierać i mieć efekty, musisz działać proaktywnie. 

Wybij sobie z głowy jeszcze jedno. Przestań myśleć, że nie masz klientów, bo jesteś nie dość dobra. Nawet najlepszy produkt się nie sprzeda, jeśli nikt o nim nie wie!

Dopóki nie zaczniesz robić marketingu i nie przeprosisz się z nim, samo się nic nie wydarzy. 

Dochodzimy do meritum dzisiejszego wywodu. Jeśli chcesz mieć efekty, jeśli chcesz, żeby “zaczęło Ci działać”, to czas przestać czekać, aż coś się samo wydarzy, albo jakoś to będzie i coś tam się urodzi. Może coś  tak, ale będzie to dzieło przypadku i na pewno nie w takiej formie i zakresie o jakich marzysz.

To tylko część najczęściej popełnianych błędów kiedy “bierzemy się za biznes”. Jeśli masz coś super fajnego i wiesz, że to może dać innym ludziom wartość, to szkoda to marnować.

Zadbaj o to, żeby zaczęło się dziać. 

Zapraszam Cię na kurs “Marka osobista bez ściemy” w wersji grupowej. Startujemy już w poniedziałek 31 maja. 

Jeśli nie chcesz już dłużej tracić czasu na jałowe działania, albo widzisz, że popełniasz któryś z tych błędów, przestań. Szkoda Twojej frustracji. Możemy wspólnie przejść przez kurs w przyjaznej atmosferze i w grupie wsparcia. Będzie motywacja i będzie prowadzenie. To edycja dla tych, co chcą. Nie wiem kiedy będzie kolejna, nie wiem w jakiej formie.

Pamiętaj: Nie obawiaj się porażki. Bój się tego, że za rok będziesz w tym samym miejscu.

Do kursu możesz dołączyć TU.